|
Blog > Komentarze do wpisu
W poszukiwaniu tożsamości
Jest pęknięcie między lądem kobiecym i męskim i z niego wywodzi się wyobraźnia. Jak szczelina w ziemi, z której tryskają gejzery energii. Izabela Filipiak, Księga Em
Kiedy czytam dzieła autorki Almy ta szczelina wydaje się nieprzekraczalną przełęczą. Za każdym razem, gdy w nią zaglądam dostaję zawrotów głowy – tak inny, niezrozumiały, a zarazem pociągający to świat. Pociągający za sprawą słowa, którym włada najlepiej ze współczesnych pisarek. A może w ogóle pisarzy? Jaka to różnica? Czy w ogóle jest różnica między pisarzem, a pisarką? Czy jest coś takiego, jak dyskurs męski i żeński? Nie wiem, lecz kiedy wkraczam w świat wykreowany przez Filipak odnoszę wrażenie, że jest to całkowicie inny dla mnie świat. I po przeczytaniu sztuki Księga Em znowu staję przed problemem interpretacji. Kim jest Maria Komornicka? Zanim zagłębiłem się w to dzieło nie słyszałem o tej modernistycznej pisarce polskiej, jakby w ogóle nie istniała. Mam wrażenie, że dla wielu byłoby lepiej, gdyby tak właśnie było. Stąd bierze się wymazanie jej z historii literatury na wzór wyciętych kartuszy z imionami Echnatona lub Hatszepsut z pomników i świątyń. A dlaczego? Dlatego, że ta polska poetka i oryginalna osobowość w wieku 31 lat oznajmiła, że jest mężczyzną – wcieleniem średniowiecznego przodka Piotra Własta. W takiej sytuacji za sprawą życzliwości najbliższych jej droga życia nie prowadziła dalej na salony, ale wprost do domu wariatów. Zmarła w zapomnieniu po II Wojnie Światowej (8 marca 1949, a zatem dziś jest sześćdziesiąta rocznica jej śmierci). Zawiedzie się wszak ci, którzy oczekują, że na podstawie omawianego utworu scenicznego poznają biografię Marii Komornickiej vel Piotra Odmieńca Własta. Filipiak tworzy dzieło mityczne, a raczej utwór młodopolski, dramat symboliczny, który mnie osobiście – z tymi widziadłami, chórami aniołów i Biesem – kojarzy się z Weselem Wyspiańskiego. I podobnie jak tam plan osobisty splata się z narodowym. Zaś „problem gramatyczny” – jak określa przemianę Marii/Piotra Matka – jest również problemem wizji Polski. A jak to jest z Em? – tak określa w sztuce swą koleżankę po piórze pani Izabela. I tu szczerze wyznam, że nie wiem. Oczywiście autorka udziela odpowiedzi, wskazując na pakt z diabłem i mit faustyczny. Ale czy ta odpowiedź jest właściwa? Czy w tym wypadku jest jakaś właściwa odpowiedź? W sztuce Filipiak Em to już postać mityczna i jako taka staje się symbolem, męczennikiem Inności. Na pierwszym planie pojawiają się pytania o kobiecość i męskość. O płeć poza (ponad?) ciałem. Płeć kulturową. Mógłbym tę moją recenzję zacząć kilkunastoma innymi cytatami, a w zależności od tego, jaką myśl uznałbym za przewodnią, miałbym za każdym razem odmienną interpretację życia Marii Komornickiej i odniesienia do płci. Co więcej, przypuszczam, że każda z tych prób odczytania, byłaby w tym samym stopniu prawdziwa i fałszywa. I to jest właśnie to czego pojąć nie umiem: czym jest męskość, czym kobiecość. Spotykam w życiu mężczyzn, którzy są zniewieściali kobiety, które są zmaskulinizowane, ale ten fakt w żaden sposób nie jest w stanie odebrać im (bądź narzucić) płci. To już jest – za każdym razem – kwestia indywidualnej tożsamości. Materia na kształt mgły, którą można zobaczyć, ale nie sposób objąć. Tak samo jak mojej własnej tożsamości. Przypuszczam, że gdyby dane mi było spotkać siebie sprzed piętnastu lat, zapewne byśmy się nie zrozumieli. Mam tego świadomość, tak samo jak mam świadomość, że ten inny ja to wciąż ja.a Czy Em chciał/a być mężczyzną? Chciał/a być męczennikiem Inności? Może chodziło o to, aby nie dać się zamknąć w żadnej formie, żeby pokonywać ograniczenia własne i te, które narzuca społeczeństwo? Podróż do poznania siebie… Może, choć równie dobrze po przeczytaniu sztuki Izabeli Filipiak każdy wyrobi sobie zupełnie inne zdanie. niedziela, 08 marca 2009, kagetora
TrackBack
|